w wolnej chwili na wolne tematy
Blog > Komentarze do wpisu

Oblicza śmierci

Mocne uderzenie

Tym razem prawdziwy senior kina, bo horror/dokument z roku 1978. Można również założyć, że to rarytas, gdyż w 46 krajach zakazano jego emisji, więc w kategorii cenzura stoi dość wysoko. Po obejrzeniu kontrowersje, jakie wywołał już nie dziwią, nawet jeśli od czasu premiery minęły ponad trzy dekady. Wówczas to niejaki John Alan Schwartz wpadł na nowatorski jak na tamte czasy pomysł. Połączył w jeden obraz wiele filmów, które zostały nagrane celowo lub przez przypadek. W przyszłości na tej kanwie powstaną takie filmy jak V/H/S, czy też luźniej nawiązujące Blair witch project oraz Videodrome.  Zaznaczyć tu też warto, że do dziś trwają dyskusje ile z tego, co ostatecznie ukazało się w Obliczach śmierci jest prawdą, a ile zostało nagrane dla potrzeb filmu. Bezsporny pozostaje fakt, że samo połączenie wszystkich części oraz narracja poprowadzone zostały chyba w najlepszy z możliwych sposobów, umiejętnie stosując napięcie oraz tworząc logiczną całość. Akcja zaczyna się od przedstawienia sposobów eksterminacji tych, którzy mają w sprawie najmniej do powiedzenia – zwierząt. I z tą częścią obrazu trudno jest dyskutować. Druga połowa lat siedemdziesiątych była czasem, kiedy o prawach zwierząt mówiono mało bądź nie mówiono wcale. Sposoby odbierania życia są więc jeszcze bardzo dalekie od jakichkolwiek obowiązujących dziś norm. W tym kontekście widać, że nie wszystkie bitwy o prawa zwierząt zostały przegrane i jak wiele udało się już osiągnąć. A przecież jesteśmy jeszcze dalecy od ideału tzw. humanitarnego uboju. Rozbrajające są tu komentarze oraz wyjaśnienia ludzi odpowiedzialnych za śmierć zwierząt. To dalece abstrakcyjna wiara, że nawet obdzierana żywcem ze skóry ofiara nie czuje bólu i choć widzi agonię innych istot, to nie przeczuwa nadchodzącej śmierci. Według bohaterów poszczególnych obrazów tak naprawdę z największą traumą radzić sobie musi człowiek, bo przecież tyle się tych flaków musi naoglądać, no i jeszcze traci pieniądze wydane na psa, który ginie w pierwszej walce.  Nie może być oczywiście paradokumentu o śmierci bez wojny. I tu kłaniają się tezy zbliżone do tych, które wyłuszczyła Barbarbara Ehrenreich w swoich Rytuałach krwi, że tak naprawdę nie idziemy na wojnę walczyć o szczytne cele, ale po to, by pokazać swoją siłę i przewagę nad innymi. Darwinizm w swojej czystej, nieskażonej formie. A jeśli człowiek lubi zabijać, to mamy też instytucję płatnego zabójcy oraz seryjnych morderców, czyli fachmanów dla przyjemności. I tak dalej, i tak dalej. Finalna część, to konsekwencje ludzkich zabaw w Boga, czyli jak to w Ameryce bywa, cela śmierci. Oczywiście również i tutaj zaprezentowane zostały wszystkie formalne elementy rytuału zabijania w obliczu prawa.

Trudno stwierdzić czy takie było założenie twórców, ale pierwszy wniosek, jaki nasuwa się po obejrzeniu, jest głęboko ekologiczny. Człowiek, który przełamie się, by zabić zwierzę, w następnej kolejności może zrobić to innemu człowiekowi. Radość z zadawania bólu i śmierci niekiedy jest tak wielka, że sprawca zatraca się w swoich działaniach do tego stopnia, iż przestaje odróżniać dobro od zła. Oblicza śmierci były pierwszą i podobno najlepszą częścią cyklu. Nie wiadomo, co mocniej przeraża. Bardziej, czy mniej sfingowane sposoby odbierania życia, czy też ilość materiału, pozwalająca ciągnąć temat dalej. Niemniej obraz wart jest zauważenia jako chyba kinowy prekursor dyskusji na temat eksterminacji zwierząt czy też zasadności kary śmierci.


środa, 30 stycznia 2013, czarny.basiek

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: